Do ,,Niebieskiej Eskadry" dołączył Major pilot Antoni Tomiczek

Ze smutkiem i żalem informuję, że w dniu 19 listopada 2013 r. rano o godz. 5.30 w podrybnickiej Pstrążnej, zmarł mjr w st. spocz. pil. Antoni Tomiczek, jeden z ostatnich żyjących w Polsce pilotów-kombatantów II wojny światowej. Miał 98 lat.
Antoni Tomiczek urodził się w 1915 r. w Pstrążnej koło Rybnika. Od 1930 r. uczył się w szkole piechoty w Koninie i służył w 37. Pułku Piechoty im. Ziemi Łęczyckiej. W 1936 r. zgłosił się do służby w lotnictwie. Szkolenie przeszedł w Krakowie i w Grudziądzu, następnie otrzymał przydział do 2. Pułku Lotniczego i był w 122. eskadrze myśliwskiej, z którą w październiku 1938 r. brał udział w zajmowaniu Zaolzia. 7 marca 1939 r. został przeniesiony do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Krośnie. Na lotniskach w Krośnie i pobliskiej Moderówce, jako instruktor szkolił uczniów na maszynach typu RWD‑8 i PWS‑18 aż do wybuchu wojny. W dniu 1 września 1939 r. po zbombardowaniu lotniska otrzymał rozkaz poprowadzenia klucza trzech samolotów do Dęblina.

We wrześniu 1939 r. uczestniczył w ewakuacji maszyn – 17 września podczas lotu do Rumunii lądował przymusowo w rejonie Tarnopola. Wzięty do niewoli 20 września 1939 roku przez Sowietów pracował przy budowie szosy Lwów-Kijów i w kamieniołomach w pobliżu Stryja. W dniu 24 sierpnia 1941 r. został wcielony do Armii Polskiej i otrzymał przydział do plutonu lotniczego przy 6. Dywizji Piechoty w Tockoje, w którym znalazło się kilku przedwojennych lotników.
Przez Murmańsk dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie przeszedł szkolenie na maszynach wielosilnikowych. Po ukończeniu treningu w Blyton cała załoga w składzie: st. sierż. pil. Antoni Tomiczek, por. naw. Leon Schedlin-Czarliński, ppor. bomb. Zygmunt Lipiński, kpr. rtg. Aleksander Nikodon, sierż. mech. pokł. Mieczysław Posłuszny, ppor. strz. Wiktor Aniołek i kpr. strz. Fryderyk Konior została wysłana przez Afrykę Północną do Włoch celem wzmocnienia składu operującej stamtąd polskiej 1586. Eskadry do Zadań Specjalnych. Na lotnisko Campo Casale koło Brindisi lotnicy przybyli 10 sierpnia 1944 r. Na pierwszą misję sierż. pil. Antoni Tomiczek poleciał już nocą z 22 na 23 sierpnia 1944 r. – celem była walcząca Warszawa. Jego ostatnim zadaniem był zrzut na placówkę „Wilga” (Polanki nad Szczawą) nocą z 28 na 29 grudnia 1944 r. Łącznie wykonał 23 loty bojowe ze zrzutami – 5 razy był nad Polską (z czego raz z powodu choroby nawigatora musiał zawrócić), 3 razy nad Jugosławią, 11 razy nad Włochami, 2 razy nad Czechosłowacją oraz po jednym razie nad Grecją i nieustalonym krajem (brak wpisu w książce lotów).
Od marca 1945 r., w ramach odtworzonego 301 Dywizjonu "Ziemi Pomorskiej - Obrońców Warszawy", latał z zaopatrzeniem i wojskiem do różnych krajów Europy - Francji, Włoch, Grecji, Niemiec, Danii i Norwegii.
W dniu 20 listopada 1946 r. Antoni Tomiczek zakończył służbę w Polskich Siłach Powietrznych w stopniu polskim chorążego i angielskim Warrant Officera. Zdecydował się na powrót do kraju i 12 maja 1947 r. po raz pierwszy od wielu lat stanął na polskiej ziemi w Gdańsku. Powrócił na Górny Śląsk, w rodzinne strony, do ukochanej Emilii, z którą wziął ślub we wrześniu 1947 r. Żyli razem 47 lat (zmarła 1995 r.)mieli jedną córkę.

Od 1947 r. do 1979 r. pracował w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w Rybniku, potem przeszedł na emeryturę. Był członkiem Aeroklubu w Gliwicach, w którym w latach 1957-1964 latał jako pilot sportowy. Ostatni raz pilotował samolot w 2012 r.

Za swoje zasługi został dwukrotnie uhonorowany Krzyżem Walecznych, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, honorowym wyróżnieniem - Błękitne Skrzydła oraz jugosłowiańskim medalem Medalia "Smrt fasizmu - Sloboda Narodu". 2 lipca 2012 r. odebrał w Katowicach złotą odznakę honorową „Za wybitne zasługi dla województwa śląskiego”.
Jest patronem gimnazjum w podrybnickich Lyskach. Przez prawie całe życie mieszkał w Pstrążnej.

Mjr Antoni Tomiczek był związany z historią zestrzeleń w sierpniu 1944 r. Liberatora z Olszyn i Halifaxa z Banicy. W dniu 17 sierpnia 2010 r. brał udział w uroczystościach, odsłaniając pamiątkową tablicę na pomniku siedmiu polskich lotników w Olszynach a następnie złożył kwiaty i zapalił znicz pod pomnikiem poległej załogi Halifaxa w Banicy – Krzywej. Mjr Antoniego Tomiczka znałem dobrze, kilkakrotnie się z nim spotykałem, często rozmawiałem telefonicznie, służył mi radą przy pisaniu książki. Chapeau bas! Żegnaj Wielki Człowieku, odpoczywaj zasłużenie po trudnym i wspaniałym życiu!

W pogrzebie zgodnie z ceremoniałem wojskowymi wezmą udział kompania honorowa, orkiestra wojskowa i delegacja Sił Powietrznych. Rozpocznie go msza święta odprawiona 22 listopada 2013 roku o godzinie 14 w kościele parafialnym w Pstrążnej koło Rybnika.

Rodzinie składam najszczersze wyrazy współczucia - Aleksander Gucwa – Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej

Zobacz tu a także tu

Zobacz film o mjr Antonim Tomiczku (9 min z 2007 r.)

Aleksander Gucwa wręczył mjr Antoniemu Tomiczkowi pamiątkowy ryngraf podczas uroczystości w Olszynach 17.08.2010 r.

Mjr Antoni Tomiczek, Chris Mackey- syn pilota Brunona Malejki oraz Alesnader Gucwa organizator uroczystości w Olszynach.

Od lewej stoi Chris Mackey, Jacek Popiel - partyzant AK, świadek katastrofy Liberatora w Olszynach i mjr Antoni Tomiczek

Mjr Antoni Tomiczek i Pan Kazimierz Sacha, pasjonat PSP na Zachodzie, pod pomnikiem siedmiu lotników w Banicy - Krzywej

Pod pomnikiem siedmiu lotników w Banicy - Krzywej, od lewej stoją: Aleksander Gucwa, Mjr Antoni Tomiczek i Alicja Grabowska, krewna plut. pilota Izydora Konderaka, który zginął w sierpniu 1942 r. koło holenderskiego miasta Coevorden

22 listopada 2013 r. w Pstrążnej odbył się pogrzeb mjr pilota Antoniego Tomiczka

Major pilot Antoni Tomiczek, zmarł 19 listopada 2013 roku, sześć dni po swoich 98. urodzinach. Kiedy je obchodził, był jeszcze w doskonałej formie. Jeszcze przed rokiem pilotował samolot.
To właśnie on siedział za sterami ostatniego bombowca Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, który pojawił się na polskim niebie w nocy z 28 na 29 grudnia 1944 roku, ze zrzutem dla partyzantów pod Turbaczem w Gorcach. Przedtem latał nad płonącą Warszawę z pomocą dla powstańców. Odbył 23 misje nad okupowaną przez Niemców Europą, w tym 5 do Polski.

,,Antoni rozłożył skrzydła i poleciał do chwały niebieskiej" – tymi słowami rozpoczął homilię ksiądz proboszcz Pstrążnej Krzysztof Spyra żegnając majora Antoniego Tomiczka.
Wspominał, jak pewnego deszczowego dnia jesienią zeszłego roku rozmawiał z nim przed kościołem. 97-letni wtedy Antoni Tomiczek przyjechał pod ten kościół na... rowerze. - Postawił rower pod dębem i idzie na grób żony. Mówię mu: „Tako pogoda, a Wy na rowerze?” A on: „Proszę księdza, przecież ksiądz wie, że jo dziynnie jest u mojej żony” - relacjonował proboszcz, dziękując też zmarłemu za jego dobroć, życzliwość oraz przypominanie o odprawianiu Mszy św. za żołnierzy, kombatantów, powstańców i pomordowanych w obozach.

Homilię na pogrzebie wygłosił ks. kapitan Grzegorz Golec, proboszcz parafii wojskowej w Katowicach. W kościele było niebiesko od stalowych mundurów żołnierzy wojsk lotniczych; wśród wyższych oficerów obecny był m.in. generał brygady Krzysztof Żabicki, zastępca szefa sztabu Sił Powietrznych.

Niezwykły życiorys Antoniego Tomiczka wystarczyłby na kilka filmów akcji. Już przed wojną był pilotem myśliwskim i instruktorem. W czasie wojnie obronnej Polski w 1939 roku 17 września wpadł w ręce Sowietów. Nie został rozstrzelany w Katyniu, bo udawał szeregowca, i to na dodatek „niegramotnego”, czyli analfabetę. Przeżył w Rosji straszne chwile, patrzył tam na śmierć kolegów. Wstąpił do armii Andersa i przez Murmańsk dotarł do Anglii. Tam zapytano go, czy chce latać na myśliwcach czy bombowcach. – Wybrałem bombowce, bo chciałem Niemcom spłacić dług za to, że przed tymi pieronami musiałem uciekać – wspominał w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” w zeszłym roku.

Przeżył dramatyczne chwile, przedzierając się z zaopatrzeniem dla Powstania Warszawskiego, ostrzeliwany po drodze i przez Niemców, i przez Sowietów z prawego brzegu Wisły. Wspominał, że latał nad Warszawę, jak wszyscy Polacy, bardzo nisko, na pułapie 200 - 300 metrów, w przeciwieństwie do innych aliantów, którzy wybierali pułapy najwyższe. „Wracamy, a mój mechanik Mietek Posłuszny woła: »Jasny gwint!!! W prawym płacie chyba są przestrzeliny, bo tam brakuje paliwa!«. Wołam, żeby przygotowali spadochrony i jeszcze: »Gdzie chcecie iść do niewoli – do Niemców czy Ruskich?«. Za wyjątkiem nawigatora wszyscy w mojej załodze przeszliśmy przez sowieckie łagry, więc woleli Niemców. Wołam im: »Charaszo, no to na Kraków!«. Nabrałem wysokości 6 tys. metrów, przeleciałem nad Tatrami. Silnik zaczął przerywać, ale po 10 godzinach i 40 minutach od startu dolecieliśmy do Brindisi we Włoszech” - opowiadał z werwą „Gościowi” w 2012 roku. Major Antoni Tomiczek spoczął w grobie przed wejściem do kościoła w Pstrążnej, obok zmarłej w 1995 roku żony Emilii, która była jego dziewczyną już przed wojną. To właśnie dla swojej ciemnowłosej Emilii w 1947 roku wrócił do Pstrążnej z Anglii, ryzykując uwięzienie. Gdy po przyjeździe z Anglii napisał zupełnie szczerze swój życiorys, żołnierz, który go przyjmował, niespodziewanie kazał mu go zniszczyć i napisać jeszcze raz. Tym razem jednak już zatajając szczegóły jego służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Okazało się, że ten żołnierz pochodził z sąsiedniej wsi i postanowił ocalić krajana przed natychmiastowym aresztowaniem. Antoni ożenił się z Emilią, dochował się córki Alicji i wnuków. Do emerytury w 1979 r. pracował jako starszy inspektor w ZUS w Rybniku i Opolu.
Pogrzeb odbył się z wojskowym ceremoniałem, wartą honorową oraz bytomską orkiestrą wojskową. W pogrzebie uczestniczyli delegaci wojskowi oraz przedstawiciele Attaché Obrony, Ambasady Wielkiej Brytanii w Warszawie z Płk Davidem Houghton - RAF na czele. Wieniec oraz list kondolencyjny przekazał również prezydent RP Bronisław Komorowski.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...

Wróć do newsów