Do ,,Niebieskiej Eskadry" dołączył Major pilot Antoni Tomiczek
We wrześniu 1939 r. uczestniczył w ewakuacji maszyn – 17 września podczas lotu do Rumunii lądował przymusowo w rejonie Tarnopola. Wzięty do niewoli 20 września 1939 roku przez Sowietów pracował przy budowie szosy Lwów-Kijów i w kamieniołomach w pobliżu Stryja. W dniu 24 sierpnia 1941 r. został wcielony do Armii Polskiej i otrzymał przydział do plutonu lotniczego przy 6. Dywizji Piechoty w Tockoje, w którym znalazło się kilku przedwojennych lotników.
Za swoje zasługi został dwukrotnie uhonorowany Krzyżem Walecznych, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, honorowym wyróżnieniem - Błękitne Skrzydła oraz jugosłowiańskim medalem Medalia "Smrt fasizmu - Sloboda Narodu". 2 lipca 2012 r. odebrał w Katowicach złotą odznakę honorową „Za wybitne zasługi dla województwa śląskiego”.
Mjr Antoni Tomiczek był związany z historią zestrzeleń w sierpniu 1944 r. Liberatora z Olszyn i Halifaxa z Banicy. W dniu 17 sierpnia 2010 r. brał udział w uroczystościach, odsłaniając pamiątkową tablicę na pomniku siedmiu polskich lotników w Olszynach a następnie złożył kwiaty i zapalił znicz pod pomnikiem poległej załogi Halifaxa w Banicy – Krzywej. Mjr Antoniego Tomiczka znałem dobrze, kilkakrotnie się z nim spotykałem, często rozmawiałem telefonicznie, służył mi radą przy pisaniu książki. Chapeau bas! Żegnaj Wielki Człowieku, odpoczywaj zasłużenie po trudnym i wspaniałym życiu! W pogrzebie zgodnie z ceremoniałem wojskowymi wezmą udział kompania honorowa, orkiestra wojskowa i delegacja Sił Powietrznych. Rozpocznie go msza święta odprawiona 22 listopada 2013 roku o godzinie 14 w kościele parafialnym w Pstrążnej koło Rybnika. Rodzinie składam najszczersze wyrazy współczucia - Aleksander Gucwa – Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej
Aleksander Gucwa wręczył mjr Antoniemu Tomiczkowi pamiątkowy ryngraf podczas uroczystości w Olszynach 17.08.2010 r. Mjr Antoni Tomiczek, Chris Mackey- syn pilota Brunona Malejki oraz Alesnader Gucwa organizator uroczystości w Olszynach. Od lewej stoi Chris Mackey, Jacek Popiel - partyzant AK, świadek katastrofy Liberatora w Olszynach i mjr Antoni Tomiczek Mjr Antoni Tomiczek i Pan Kazimierz Sacha, pasjonat PSP na Zachodzie, pod pomnikiem siedmiu lotników w Banicy - Krzywej Pod pomnikiem siedmiu lotników w Banicy - Krzywej, od lewej stoją: Aleksander Gucwa, Mjr Antoni Tomiczek i Alicja Grabowska, krewna plut. pilota Izydora Konderaka, który zginął w sierpniu 1942 r. koło holenderskiego miasta Coevorden
Major pilot Antoni Tomiczek, zmarł 19 listopada 2013 roku, sześć dni po swoich 98. urodzinach. Kiedy je obchodził, był jeszcze w doskonałej formie. Jeszcze przed rokiem pilotował samolot.
,,Antoni rozłożył skrzydła i poleciał do chwały niebieskiej" – tymi słowami rozpoczął homilię ksiądz proboszcz Pstrążnej Krzysztof Spyra żegnając majora Antoniego Tomiczka. Homilię na pogrzebie wygłosił ks. kapitan Grzegorz Golec, proboszcz parafii wojskowej w Katowicach. W kościele było niebiesko od stalowych mundurów żołnierzy wojsk lotniczych; wśród wyższych oficerów obecny był m.in. generał brygady Krzysztof Żabicki, zastępca szefa sztabu Sił Powietrznych. Niezwykły życiorys Antoniego Tomiczka wystarczyłby na kilka filmów akcji. Już przed wojną był pilotem myśliwskim i instruktorem. W czasie wojnie obronnej Polski w 1939 roku 17 września wpadł w ręce Sowietów. Nie został rozstrzelany w Katyniu, bo udawał szeregowca, i to na dodatek „niegramotnego”, czyli analfabetę. Przeżył w Rosji straszne chwile, patrzył tam na śmierć kolegów. Wstąpił do armii Andersa i przez Murmańsk dotarł do Anglii. Tam zapytano go, czy chce latać na myśliwcach czy bombowcach. – Wybrałem bombowce, bo chciałem Niemcom spłacić dług za to, że przed tymi pieronami musiałem uciekać – wspominał w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” w zeszłym roku.
Przeżył dramatyczne chwile, przedzierając się z zaopatrzeniem dla Powstania Warszawskiego, ostrzeliwany po drodze i przez Niemców, i przez Sowietów z prawego brzegu Wisły. Wspominał, że latał nad Warszawę, jak wszyscy Polacy, bardzo nisko, na pułapie 200 - 300 metrów, w przeciwieństwie do innych aliantów, którzy wybierali pułapy najwyższe. „Wracamy, a mój mechanik Mietek Posłuszny woła: »Jasny gwint!!! W prawym płacie chyba są przestrzeliny, bo tam brakuje paliwa!«. Wołam, żeby przygotowali spadochrony i jeszcze: »Gdzie chcecie iść do niewoli – do Niemców czy Ruskich?«. Za wyjątkiem nawigatora wszyscy w mojej załodze przeszliśmy przez sowieckie łagry, więc woleli Niemców. Wołam im: »Charaszo, no to na Kraków!«. Nabrałem wysokości 6 tys. metrów, przeleciałem nad Tatrami. Silnik zaczął przerywać, ale po 10 godzinach i 40 minutach od startu dolecieliśmy do Brindisi we Włoszech” - opowiadał z werwą „Gościowi” w 2012 roku.
Major Antoni Tomiczek spoczął w grobie przed wejściem do kościoła w Pstrążnej, obok zmarłej w 1995 roku żony Emilii, która była jego dziewczyną już przed wojną. To właśnie dla swojej ciemnowłosej Emilii w 1947 roku wrócił do Pstrążnej z Anglii, ryzykując uwięzienie. Gdy po przyjeździe z Anglii napisał zupełnie szczerze swój życiorys, żołnierz, który go przyjmował, niespodziewanie kazał mu go zniszczyć i napisać jeszcze raz. Tym razem jednak już zatajając szczegóły jego służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Okazało się, że ten żołnierz pochodził z sąsiedniej wsi i postanowił ocalić krajana przed natychmiastowym aresztowaniem.
Antoni ożenił się z Emilią, dochował się córki Alicji i wnuków. Do emerytury w 1979 r. pracował jako starszy inspektor w ZUS w Rybniku i Opolu.
Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...
![]() Wróć do newsów |